Rozmowa z Eleni, piosenkarką
Dziennik Zachodni: Jeszcze w piątek oglądałam pani książkę „tylko” z życzliwym zainteresowaniem i podziwem dla odwagi w nazywaniu trudnych stanów emocjonalnych. Dziś – w dwa dni po tragedii w Katowicach – odkrywam jej głębię i przesłanie, a tytuł tego wywiadu-rzeki „Nic miłości nie pokona” wydał mi się po prostu proroczy. Miłości nie zniweczy nawet śmierć...
Eleni: Śmierć zadaje cios, ale na pewno nie kończy prawdziwej miłości. Ja to wiem... Ale wiem też, jak straszny jest ból po stracie kogoś bliskiego, kto umiera nieoczekiwanie i w cierpieniu. Dlatego z całego serca i ze wszystkich sił pocieszałam w myślach ludzi osieroconych, w sekundzie przecież, przez rodziców, dzieci czy przyjaciół. Po pierwszych informacjach na temat katastrofy przeżyłam szok. Nie potrafiłam poradzić sobie z myślą o tym, co przeżywają ranni, konający pod stosem żelastwa. I z pytaniem: dlaczego inni ludzie spowodowali ten dramat?! Bo to nie był Boży dopust, tylko czyjaś straszna wina. Nieważne czy to był grzech bezmyślności czy zaniedbania. A potem otworzyły się moje własne, stare rany. Nigdy nie przestałam tęsknić za Córeczką, za naszą Afrodytą. Każda śmierć przypomina mi pożegnanie z nią.