Śmiało patrzę w lustro
Kurier Poranny: Jest Pan na liście eksesbeków, którzy nadal pracują w resorcie, sporządzonej przez Klub Więzionych, Internowanych i Represjonowanych?
Jerzy Giba, zastępca komendanta miejskiego w Białymstoku: To mnie raczej dziwi, bo wstąpiłem do służby dopiero w 1989 roku.
Na liście jest informacja, że zaczął pan służbę w 1984 roku, jako zastępca dowódcy kompanii ds. wychowawczych w ZOMO?
- W 1983 zdawałem maturę. Musiałem tych panów prześladować już jako nastolatek. W 1989 roku przez siedem, może osiem miesięcy pracowałem w BCP (Batalionie Centralnego Podporządkowania). Wtedy ZOMO już nie było. W latach 1985-88 studiowałem w Wyższej Szkole Oficerskiej MO w Szczytnie. Zacząłem służbę w Sokółce, ale nie chciałem tam pracować, bo stamtąd pochodzę. W komendzie wojewódzkiej w Białymstoku zaproponowano mi taki etat i się zgodziłem. Szkoliłem młodzież w dziedzinie ekonomii. A na politykę miałem taki wpływ, że... szkoda gadać. To paranoja. Nigdy nie współpracowałem z SB, nie chodziłem nawet tymi samymi korytarzami.
Brał Pan udział w akcjach politycznych?
- Nie, i jeżeli ktoś z tych represjonowanych ma jakiekolwiek dowody, świadków czy jakieś podpisane przeze mnie kwity, że prześladowałem opozycję, czy kogoś skrzywdziłem, niech je pokaże. Śmiało patrzę w lustro.