Roman Kwiat-Kwiatkowski. Wolę jak się do mnie mówi artysta malarz żeglujący
Z Romanem Kwiat-Kwiatkowskim, usteckim malarzem, grafikiem i żeglarzem o samotnym rejsie po Bałtyku i nagrodzie miesięcznika Żagle rozmawia Hubert Bierndgarski??- Kiedy pojawił się pomysł o samotnym rejsie?
?- Pewnie już w momencie, kiedy rozpocząłem budowę swojego jachtu Romuś. Niestety ówczesne przepisy żeglarskie był tak restrykcyjne, że samotny żeglarz na jachcie był traktowany jako... przeszkoda nawigacyjna. Byłem jednak uparty. Wstępnie rejs miał się odbyć trzy lata temu, ale brak funduszy oraz restrykcyjne przepisy dotyczące żeglarstwa morskiego spowodowały, że rejs mógł odbyć się dopiero w 2007 roku, w momencie gdy zmieniono przepisy, które żeglarzom takim jak ja zakazywały samotnej żeglugi.
?- Z tego co wiem, to miał pan spędzić na morzu miesiąc czasu, a wyszło 56 dni.
?- Wszystko dlatego, że ja podróżuję a nie pływam na jachcie wyczynowo. W ciągu tych 56 dni przepłynąłem 590 mil morskich i odwiedziłem 27 portów w Danii, Szwecji, Niemczech i w Polsce. Przyznam się, że gościnność jaką mnie tam obdarzano do dzisiaj mnie zaskakuje. Przykładowo w porcie Svaneke bosman portu nie wziął ode mnie pieniędzy za postój w porcie, bo jestem samotnym żeglarzem. Niedawno dostałem kartkę i zdjęcia od pewnego niemieckiego żeglarza, którego spotkałem w jednym z portów. Nie wiedziałem nawet, że tak dobrze ?znam? niemiecki. Oczywiście wszędzie, gdzie mogłem szkicowałem i robiłem zdjęcia. Chcę z tego przygotować parę wystaw tematycznych. Myślę, że pierwsze prace będzie można zobaczyć już w maju. Bardzo dużo prac, które rysowałem w trakcie rejsu, oddałem poznanym ludziom, lub sprzedałem. Czasami było tak, że obraz miał już kupca zanim skończyłem go malować.
?- A jak wyglądał sam rejs?
?- Bardzo przyjemnie, choć było to ciągłe chowanie się przed sztormami w portach. Dosłownie w ostatniej chwili wchodziłem w główki. Później spędzałem w porcie dwa, trzy dni, czekałem aż ucichnie wiatr i znowu w morze. Najbardziej jednak cieszę się z faktu, że mój jacht Romuś okazał się dzielnym jachcikiem i nie zawiódł mnie w żadnej sytuacji. Pamiętam taki moment, kiedy dosłownie w jednej chwili przyszedł taki szkwał z deszczem, że przez ponad godzinę nie widziałem dziobu własnego jachtu i nie wiedziałem w którym kierunku płynę. Na szczęście starałem się nigdy nie odchodzić zbyt daleko od brzegu i po godzinie walki z wiatrem i deszczem znalazłem schronienie w niewielkim porcie. Wszystko skończyło się bez żadnej awarii i problemów. Na serio żeglowałem dla przyjemności i to dla mnie najważniejsze.
?- Rejs musiał być jednak znaczący w środowisku żeglarskim, skoro otrzymał pan wyróżnienie za samotny rejs od redakcji miesięcznika Żagle.
?- Przyznam się otwarcie, że ja wcale nie płynąłem po żadną nagrodę i wcale jej nie chciałem. To mój przyjaciel z Ustki, Edward Zając, zgłosił mnie do tej nagrody. Nawet musiałem napisać reportaż z rejsu, który on zamieścił w ?Ziemi Usteckiej? oraz na ogólnopolskiej witrynie żeglarskiej Jerzego Kulińskiego. Widocznie jednak moja samotna przygoda się spodobała i dlatego otrzymałem to wyróżnienie. Nie lubię takich imprez. Będę musiał wcisnąć się w garnitur i pojechać w marcu do Gdańska na galę, gdzie będą wręczane te wyróżnienia. Pewnie jak zawsze wezmę nagrodę i szybko wrócę do domu.
?- Z tego, co usłyszałem samotne żeglowanie niesie tyle emocji i uroku, że już szykuje się pan do kolejnych rejsów?
?- Faktycznie samotne rejsy to wielka przyjemność i mam w planie kolejne. Chciałbym odwiedzić Zatokę Kilońską oraz Mały i Duży Bełt. Kusi również niemiecka wyspa Rugiia, którą chciałbym całą opłynąć i dokładnie zwiedzić i namalować. Tym bardziej, że co roku, w lipcu jest tam organizowana średniowieczna bitwa morska. To na pewno bardzo ciekawe wydarzenie. Teraz jednak muszę złapać oddech, odpocząć, zabrać się za zaplanowane obrazy. Chcę też trochę przebudować swój jacht, a dokładnie nadbudówkę. Kiedy się samemu żegluje, dużo czasu spędza się na pokładzie. Chcę tak przebudować górę, żeby nie moknąć podczas długiego siedzenia za sterem. To też trochę potrwa.
?- Jeszcze na koniec. Jest pan żeglarzem, czy malarzem. Ta niepewność bardzo często się pojawia w różnych rozmowach?
?- Jestem artystą malarzem. Wolę jak mówi się o mnie artysta malarz żeglujący. Jednak bardzo ciężko to określenie wyegzekwować. Zawsze jestem albo żeglarzem malującym, albo jak kiedyś pracowałem na lądzie to robotnikiem malującym. A dla mnie zawsze malarstwo było na pierwszym miejscu.
?- Dziękuję za rozmowę.?